Lokalizator GPS kojarzy się z pilnowaniem samochodu albo dziecka, ale ten sam moduł trafiał już do kłów słonia, do obroży kota i do figurki szopki bożonarodzeniowej. Poniżej siedem przykładów pokazujących, że granicą zastosowań tej technologii jest właściwie tylko wyobraźnia, oraz to, co z każdego z nich wynika dla zwykłego, codziennego użycia.
Fałszywe kły, które rozbiły szlak przemytu kości słoniowej
W 2015 roku dziennikarz National Geographic Bryan Christy zlecił wykonanie realistycznych, sztucznych kłów słonia z ukrytymi nadajnikami GPS wewnątrz. Fałszywe kły trafiły do łańcucha przemytu w Afryce Środkowej, a sygnał, który wysyłały, pozwolił namierzyć trasę: z Konga przez Sudan Południowy, z powiązaniami sięgającymi finansowania ugrupowań zbrojnych. Projekt, opisany na okładce wrześniowego numeru magazynu i sfilmowany w dokumencie „Warlords of Ivory”, pokazał coś więcej niż samą trasę przemytu: udowodnił, że lokalizator można ukryć w przedmiocie, którego nikt by o to nie podejrzewał, i że sam moduł jest na tyle mały, by zmieścić się we wnętrzu imitacji kła.
Podatek liczony za każdy przejechany kilometr
W Kalifornii od dekady trwają testy systemu, w którym kierowca płaci nie za paliwo, tylko za faktycznie przejechane kilometry, rejestrowane przez GPS. Pierwszy pilotaż z 2016 roku objął pięć tysięcy kierowców. Program nie zniknął, tylko przeszedł kolejne rundy testów: między sierpniem 2024 a styczniem 2025 roku ochotnicy płacili realną stawkę za przejechane mile, żeby sprawdzić, czy system poboru w ogóle działa w praktyce. Ostateczny raport dla kalifornijskiego ustawodawcy ma trafić do końca 2026 roku, a jeden z projektów ustaw zakłada wydłużenie prac komitetu doradczego aż do 2035 roku.
Innymi słowy: po dziesięciu latach testów Kalifornia wciąż nie wprowadziła tego podatku na stałe, ale też z pomysłu nie zrezygnowała. To dobry przykład na to, że lokalizacja pojazdu jako podstawa opodatkowania budzi opór głównie z powodu prywatności, a nie samej technologii, która działa od dawna.
Koty, które okazały się mieć drugie życie
Naukowcy z University of South Australia w ramach projektu „Cat Tracker” wyposażyli w nadajniki GPS 428 domowych kotów. Wyniki zaskoczyły nawet właścicieli: mediana obszaru, po którym poruszał się kot, wyniosła około jednego hektara, ale rozrzut sięgał od 0,1 do 31 hektarów. Koty niekastrowane i samce wędrowały najdalej, a 88 procent zwierząt miało wyraźnie większy zasięg wędrówek nocą niż w dzień. Część kotów odwiedzała regularnie posesje sąsiadów, co dla właścicieli okazało się nie mniej zaskakujące niż sam fakt, że futrzak wieczorem znika na kilka godzin.
Uczniowie monitorowani GPS-em, żeby przestali wagarować
W 2011 roku okręg szkolny w Anaheim w Kalifornii przeprowadził sześciotygodniowy program pilotażowy, w którym około siedemdziesięciu pięciu uczniów z co najmniej czterema nieusprawiedliwionymi nieobecnościami dostało niewielkie urządzenia GPS. Uczniowie musieli pięć razy dziennie potwierdzać swoją lokalizację kodem, między innymi w drodze do szkoły, po przyjściu na lekcje i wieczorem. W trakcie pilotażu frekwencja wśród notorycznych wagarowiczów skoczyła z 77 do 95 procent. Podobne rozwiązania oferowała wtedy firma specjalizująca się w tym segmencie, obecna w ponad stu szkołach w kilku stanach.
Nie udało nam się potwierdzić, czy sam program w Anaheim działa dziś w niezmienionej formie, ale zasada, którą pokazał, pozostaje aktualna: obowiązek meldowania lokalizacji bywa dziś elementem szerszych programów przeciwdziałania wagarom w amerykańskich szkołach.
Flota robotów sprzątających z własną mapą
W dużych obiektach magazynowych i handlowych roboty sprzątające pracują dziś we flotach liczących po kilkanaście lub kilkadziesiąt sztuk. Moduł GPS w każdym z nich pozwala na bieżąco widzieć, gdzie dokładnie znajduje się dane urządzenie, planować trasy tak, żeby się nie dublowały, i przewidywać moment, w którym robot będzie wymagał serwisu, zanim jeszcze się zepsuje.
Wypalanie traw pod kontrolą, a nie na oko
Służby leśne w wielu krajach prowadzą kontrolowane wypalanie traw i podszytu jako metodę zapobiegania większym pożarom. Pojazdy i drony biorące udział w takiej akcji wyposaża się w moduły GPS, które dokumentują dokładny przebieg linii ognia i granice obszaru objętego działaniem. Powstaje w ten sposób zapis, do którego można wrócić, jeśli trzeba wykazać, że akcja przebiegła zgodnie z planem i nie wymknęła się spod kontroli.
Figurki szopki, które same zgłaszają kradzież
W amerykańskich wspólnotach religijnych, gdzie kradzieże figurek z szopek bożonarodzeniowych bywają powracającym problemem sezonowym, pojawiła się prosta odpowiedź: niewielki lokalizator GPS ukryty wewnątrz figury. Gdy ktoś przesunie ją poza wyznaczony obszar, system wysyła powiadomienie. To dokładnie ta sama zasada, na której działa dziś ochrona instrumentów muzycznych na trasie koncertowej czy sprzętu wypożyczanego firmom.
Co z tego wynika dla zwykłego zastosowania
Wspólnym mianownikiem tych siedmiu przykładów jest jedna obserwacja: lokalizator GPS jest dziś na tyle mały i tani, że opłaca się go umieścić w przedmiocie, który sam w sobie nie ma dużej wartości, jeśli tylko chodzi o odzyskanie czegoś ważniejszego, wykrycie wzorca albo po prostu spokój głowy. Ta sama logika stoi za popularnymi dziś, niewielkimi lokalizatorami osobistymi, które można umieścić w plecaku, samochodzie czy obroży zwierzęcia. Miniaturowy lokalizator GPS L76 w cenie 180 zł waży 25 gramów i pracuje do 96 godzin w trybie czuwania, co czyni go realnym odpowiednikiem lokalizatorów opisanych wyżej, tyle że dostępnym od ręki.
Warto pamiętać o jednym praktycznym warunku: taki lokalizator wymaga aktywnej, zarejestrowanej karty SIM, zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami. Pisaliśmy o tym szerzej w artykule Rejestracja kart SIM.
FAQ
Czy lokalizator GPS może działać bez zasięgu telefonii komórkowej?
Czy do lokalizatora GPS potrzebna jest zarejestrowana karta SIM?
Czy program GPS dla wagarujących uczniów z Anaheim wciąż działa?
Podsumowanie
Od kłów słonia po figurki szopki: te przykłady łączy jedno, moduł GPS stał się na tyle mały i tani, że da się go ukryć praktycznie wszędzie, a korzyść z jego użycia bywa nieoczywista, dopóki ktoś nie wpadnie na pomysł. W części drugiej pokazujemy kolejne siedem zastosowań, od pościgów policyjnych po sztukę tworzoną trasą rowerową.

Specjalista ds. techniki detektywistycznej z ponad 10-letnim stażem. Łączy doradztwo techniczne (dobór sprzętu do wykrywania podsłuchów, kamer i lokalizatorów GPS) z praktyką terenową, prowadząc kontrole antypodsłuchowe (TSCM). Na co dzień współpracuje z agencjami detektywistycznymi.





już widzę, jakie larum by się pdniosło, gdyby w Polsce przy pomocy GPS naliczano podatek. Już widaćjak jest przy okazji abonamentu telewizyjnego… Ale śledzenie kotełów-fajna sprawa, tropić takiego obieżyświata, zresztą widać jak ciekawe te ścieżki są po wejściu w załączony link ?
najlepsze było zastosowanie GPS przy śledzeniu handlu kością słoniową. W ogóle nie ogarniam, żeby zabijać biedne zwierzęta dla samych kłów, to przecież idiotyzm..
Chciałbym sprawdzić numer telefonu komórkowego który do mnie wydzwania od dłuższego czasu czy mogłabym prosić o pomoc